Uwaga!


Taka mała uwaga... Nie lubię trzymać się kanonów, więc może zdarzyć się, że Sasuke będzie beksą, Itachi trochę ciapowaty, a Naruto bardzo wredny... A postacie pomieszają się zupełnie - będą też miały inny wiek, może nawet stopień pokrewieństwa itp.


NIE ZAPOMINAJCIE PROSZĘ O KOMENTARZACH

niedziela, 31 grudnia 2017

Słodko-gorzka zemsta - Rozdział 12

Witajcie!

Tak jak obiecałam, przed końcem roku jest nowy rozdział. Przepraszam że taki krótki, ale za nic nie chciał się "wyciągnąć"...
Za to zakańczam go z "przytupem" :)

Oby wena już nie spała...

Jeszcze raz wszystkiego najlepszego na Nowy Rok, i miłej lektury!

*************************

Rozdział 12

Słowa Naruto sprawiły, że Itachi zatrząsł się.
- Cze... Czego chcesz? - wykrztusił.
- To chyba jasne... - blondyn uśmiechnął się krzywo - Twoi kumple właśnie w tej chwili lądują w areszcie, zostałeś tylko ty...
Była to tak wyraźna podpowiedź, że brunet zrozumiał go bez trudu...
- A co z Sasuke? - zapytał - Pomyślałeś, jak on zareaguje?
Przez twarz Naruto momentalnie przemknął cień. Oczywiście doskonale wiedział, jak jego kochanek zareaguje na zatrzymanie brata... I przeczuwał jak, kiedy pozna przyczynę. Jednak mimo wszystko błyskawicznie wziął się w garść. Skoro już zaczął tą "zabawę", to musiał ją skończyć...
- Och, prędzej czy później jakoś dojdziemy do porozumienia... - powiedział z udawaną nonszalancją - Tak mu dobrze ze mną w łóżku, że długo bez tego nie wytrzyma. A że tak słodko jęczy, kiedy leży pode mną, nie będzie musiał długo mnie prosić, żebym do niego wrócił - to mówiąc wyciągnął z kieszeni pendrive - Tu mam dowód jego zdolności, a raczej kilka dowodów...
Na te słowa jego koledzy wybuchnęli śmiechem i zaczęli coś do siebie szeptać. Itachi tylko zacisnął zęby, choć najchętniej rzuciłby się na blondyna z pięściami i starł mu z twarzy ten wredny uśmieszek... Wiedział jednak, że nie może tego uczynić - tak samo jak wiedział co musi zrobić, żeby Naruto zostawił jego brata w spokoju.
- Sasuke zostaw w spokoju... - zaczął.
- Niby dlaczego miałbym zrezygnować z takiego cukiereczka? - blondyn uśmiechnął się jeszcze wredniej - Jest prawie tak dobry jak zawodowa dziwka, ale w odróżnieniu od nich daje mi za darmo...
Brunet z nerwów zatrząsł się jeszcze mocniej i zbladł, czując że lada chwila albo zemdleje, albo zacznie krzyczeć. Z trudem opanował targające nim emocje, wziął głęboki oddech i wyprostował się.
- Czy jeśli zgłoszę się na policję, zostawisz mojego brata w spokoju? - zapytał nad podziw opanowanym głosem.
- A będziesz wstanie to zrobić? - Naruto przechylił lekko głowę.
- Dla Sasuke zrobię wszystko!
- Jestem bardzo ciekawy, czy to rzeczywiście prawda... - blondyn uśmiechnął się cynicznie - Masz dwa dni. Jeśli w piątek wieczorem nie dowiem się że siedzisz, powiem o wszystkim ojcu. Takie publiczne aresztowanie nie będzie przyjemne...
- A nie dzisiaj jeszcze mam pójść na komendę? - zapytał Itachi zjadliwie.
- Na dzisiaj zaplanowałem coś zupełnie innego... - Naruto spojrzał na niego spod zmrużonych powiek - Innego i bardzo specjalnego...
Brunet pobladł jeszcze mocniej i cofnął się o kolejny krok, wyobrażając sobie najgorsze. Zachowanie blondyna jeszcze bardziej go w tym utwierdziło, gdyż ten skinął ręką na kolegów i ci bez chwili zwłoki otoczyli długowłosego.
- A teraz ja będę parzył o śmiał się... - powiedział Naruto, po czym odwrócił się i ruszył w stronę ruin.
Itachi dosłownie wrósł w ziemię, ale jego czterej "strażnicy" byli od niego znacznie silniejsi... Ciągnąc go i popychając poprowadzili za swoim "przywódcą".


***

W tym samym czasie Sasuke spokojnie odrabiał lekcje i nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogło wydarzyć się coś okropnego. W perspektywie miał weekend z ukochanym, może nawet nocleg w jego domu... Przedłużającej się nieobecności brata w ogóle nie zauważył, bo nie raz zdarzały mu się takie spóźnione powroty. Kiedy zszedł na kolację, otrzymał sms od swojego chłopaka. Z szerokim uśmiechem podbiegł do drzwi i otworzył je.
- Cześć... - powiedział, rzucając się mu na szyję - Stęskniłem się...
- Przez pięć i pół godziny? - zaśmiał się blondyn, odwzajemniając uścisk.
- Oczywiście... Tęsknię za tobą ledwo zamkniesz drzwi - brunet spojrzał mu w oczy.
- Jesteś słodki... - Naruto pocałował go - Robisz coś pilnego czy mogę ci przeszkodzić?
- Właśnie skończyłem odrabiać lekcje i miałem zamiar coś zjeść... Ale to może zaczekać.
- Tak, a w trakcie padniesz mi z głodu... - blondyn poczochrał chłopaka po włosach - Lepiej chodźmy najpierw do kuchni.
Sasuke wziął go za rękę i tak poszli do kuchni. Posiłek spożyli bardzo szybko, niemal się nie odzywając... Ale ich spojrzenia mówiły wiele. Ledwo ostatnie naczynie wylądowało w zmywarce, Naruto złapał swojego chłopaka na ręce i  poniósł go do jego pokoju. Brunet nie opierał się, z bijącym mocno sercem oczekując na ciąg dalszy. W sypialni blondyn rozebrał go szybko, a potem równie szybko zrzucił swoje ubranie.
- Sprawię, że ta noc na długo pozostanie w twojej pamięci... - szepnął, biorąc Sasuke w ramiona.
Ten aż zadrżał z oczekiwania. Wprawdzie wyczuł w zachowaniu ukochanego coś dziwnego, ale natychmiast wyleciało mu to z głowy, gdyż gorące wargi spoczęły na jego szyi i zaczęły zsuwać się w dół...
- Och, tak! - krzyknął, kiedy zamknęły się na jego członku - Proszę... Ach... Naruto... Jeszcze...
Naruto w innej sytuacji na pewno byłby się co najmniej uśmiechnął... A tak tylko przyspieszył ruchy, jeszcze bardziej rozpalając bruneta. Pozwolił mu nawet dojść w swoje usta... Na tym jednak nie poprzestał. Ledwo Sasuke zdążył odetchnąć, zdecydowanym ruchem wsunął dłoń między jego uda i zaczął go pieścić tak, jak jeszcze nigdy. Wykorzystał wszystkie sztuczki, jakich się nauczył, odwiedzając nocne kluby... I kiedy doprowadził bruneta niemal na sam szczyt, wsunął się w niego gładko i poruszył się. Z ust Sasuke wyrwał się kolejny krzyk rozkoszy. Było mu tak niewiarygodnie dobrze... Bez najmniejszego skrępowania dawał temu wyraz, prosząc kochanka o więcej. Blondyn ofiarowywał mu to bez wahania, samemu odczuwając niezwykłą przyjemność. W końcu obaj osiągnęli spełnienie... Naruto opadł na swojego chłopaka tak, by nie przygnieść go zbyt mocno.
- Było... cudownie... - wychrypiał brunet po chwili, gdy nieco uspokoił oddech.
- Cieszę się... - blondyn cmoknął go w usta i wysunął się z niego delikatnie, po czym położył się obok i przykrył ich kołdrą - Dobranoc, Sasuke...
- Dobranoc, Naruto...
Wkrótce potem obaj chłopcy pogrążyli się we śnie.

***

Kiedy koledzy Naruto zaciągnęli go do ruin, Itachi poczuł lodowaty dreszcz strachu.
- Jazda, rozbieraj się... - rzucił blondyn, siadając wygodnie na jedynym krześle - Albo moi przyjaciele ci pomogą...
Brunet przełknął ślinę i drżącymi rękoma zaczął rozpinać bluzę. Z każdą kolejną częścią garderoby, która lądowała na podłodze, czuł coraz większe przerażenie... A najgorsza była świadomość, że nie może nic zrobić, by zapobiec temu, co za chwilę się wydarzy. Kiedy był już nagi, przyjaciele Naruto usiedli na ławce.
- Tańcz... - polecił blondyn - No, już... Tylko nie mów że nie umiesz, sam widziałem jak wywijałeś z tą swoją niebieskowłosą laską... Konan, tak? - przy ostatnich słowach uśmiechnął się wrednie.
Itachi zbladł jeszcze bardziej.
- Ją zostawcie w spokoju! - powiedział, zaciskając dłonie w pięści.
- Na twoje szczęście dziewczyny nas nie interesują... Choć raczej trudno mówić tu o szczęściu - Naruto zaśmiał się krótko, po czym uruchomił magnetofon - Zaczynaj. Tylko ładnie...
Brunet wziął głęboki oddech i chcąc nie chcąc zaczął tańczyć. By nie widzieć twarzy swoich porywaczy, przymknął oczy, starając się skupić na muzyce. Nie było to jednak wcale łatwe, gdyż prowadzona półgłosem rozmowa z łatwością docierała do jego uszu...
- Jest całkiem, całkiem, Naru... - powiedział w pewnym momencie jeden z kolegów blondyna.
- Taak... - potwierdził tenże - Ale braciszkowi i tak nie dorówna...
Cała piątka zaśmiała się głośno, a Itachi z oburzenia omal nie krzyknął. Nie odezwał się jednak ani słowem... Nagle usłyszał cichy trzask i muzyka umilkła. zatrzymał się wpół ruchu i otworzył oczy... I spojrzał prosto na Naruto, który właśnie wstał i poprawiał kurtkę.
- No, na mnie już czas, chłopaki... - powiedział do kolegów, nie spuszczając wzroku z bruneta - Spieszę się do mojego słodkiego chłopca, a wy się tu bawcie... - to mówiąc wyszedł.